Menu

...pisane chyłkiem...

...pomiędzy słowami...

musze wyprowadzic sie na spacer

eveline2010

zbyt duzo przerwanych pytan. zbyt duzo zwiedlych obietnic. wiedzac co wiemy dzis czy zdecydowalibysmy te same podjac decyzje.  czy wiedza czyni nas bardziej siebie pewnymi. co wygrywamy kiedy przegrywamy wszystko bo cos wygrywamy na pewno nawet i wtedy. nie widze horyzontu ale czuje jego cieply widnokrag. nie musimy sie spieszyc gdyz teraz juz tylko zycie nam zostalo albo i AZ. w biedzie sie wiedzie najpewniej. w milionach mozliwosci trudno zlapac przestrzen dla siebie pewna. a ja musze wyprowadzic sie zaraz na spacer kiedy czekanie nie w mojej naturze 

teoretycznie

eveline2010

zdradzamy siebie, nasze poglądy, idee, nasze związki, innych ludzi, nasze oczekiwania zdradzamy także, tysiące rozpoczętych planów zdradzamy i oddajemy się innemu wszystkiemu niż się podjęliśmy. nasza wolna wola jest naga, pełna powagi, patrzy na nas nierównym obrazem, niewyostrzonej obojętności domysłem płaskim i na tyle, na ile się da uciekamy. my duzi i mali, powtarzalni, przewidywalni, ci sami na dużych i małych życia ekranach, siebie szukając w innym się zatracamy udając, że tak się świat z nami dobrze obchodzi kiedy nic nie jest do pary... nasze przyziemne troski, stany, uwagi...

tylko teraz a co potem

eveline2010

gram na slowach. ty takze nimi grasz. wszystko,  co mam jest rzutem tasmy mojego CV na biala zycia posciel. przesypiamy zbyt dobre akty bojac sie siebie bardziej niz nieoczekiwanego. zakochujemy sie szybko i powoli. lubimy wygode przewidywalnosci jednak zycie kocha zabawe, mozliwosci, dobre i zle sny,  zycie lubi piescic braki rozsadku i wyzywa nas na codzienny pojedynek. tacy jestesmy sami a rozni tacy. za oknem zaraz spadnie deszcz a ja kupilam nadziei nowy, zielony plaszcz. czuje jak slisko potrafi byc na wybrzezu Wolnej Woli i chce czuc mocniej, mowic glosniej i widziec wyrazniej niz kiedykolwiek przedtem. utrata chocby minuty na plotki lub nieuwaga gdy przed drzwiami czeka szansa sa jak wybor wyjscia ewakuacyjnego na rzecz inwestycji w te intensywna chwile, ktorej zaden miesien nigdy nie bedzie tak samo potegi pelen potem

niewymowa

eveline2010

dostarczamy sobie miliony zludzen. przwciwwaga leczymy rany. wszystko, by jakos przetrwac. znajdujemy siebie na samotnych zdarzen pokladach nieubranych calkiem przez bieg porzuconych zdarzen. docieramy prawie na koniec mozliwosci a jednak nigdy do konca. drogi pachna zludzeniem az zanadto kuszaco. kocham te poranne wewnetrzne rozterki az kipiace odpowiedzi brakiem. pozbawiona siebie w twoje oddaje sie ramiona samotna, bez wiedzy dokad, jakos tak bezskutecznie, z jesieni lza na moim policzku i swiadomoscia, ze wszystko jest takie, jakim je tworzymy. a mozemy wszak tworca byc i tworzywem my,  poszarpane wyrostki wieku sredniego

juz tylko na Ciebie

eveline2010

idziemy nim zadzwoni za nami alarm

docieramy nim inni przed nami slad zatra. korzystamy tak dlugo poki nadzieja sie zagotuje

utykamy z lewej tesknoty na prawa tak oczekiwanie bezdomni

nasze dlonie spragnione drugiej dloni i milosc teskni do slonca zachodu 

spadamy a za nami spadaja dni i lata ktorych nic nigdy nie przywroci juz

kocham rozlaki i czekam z nosem przy szybie juz tylko na Ciebie 

© ...pisane chyłkiem...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci