Menu

...pisane chyłkiem...

...pomiędzy słowami...

karaoke ciszy przed polnoca

eveline2010

spoza myslnikow glowe wystawilismy nadzy u progu oczekiwan i w zbiorce po kolejnym ataku. ratujac sie jak mozemy liczy sie tylko i najbardziej chwila. w tym zyciu trzeba silnie istniec i nie uginac sie, bo to oznacza zarodek przegranej. robota, ktorej rece trzymam i jej nogi tylko taka ma sens. proba jakakolwiek jest esencja zmiany a zmiana koleja jest gry. protest na nic sie zda. zarywam noc w celu dotarcia do poczatku chaosu 

chaos taki przyjaciel od rozpaczy

eveline2010

znow swit i plonie dystans miedzy nas a czas. okoliczne punkty krytyczne sa jak drzazga na rozkladzie naszych jazd. biegniemy zawsze szybciej w obawie przed pochopna ocena. jedna chwila jak wielki wybuch przed masa kolejnych kiedy teraz cisza zasiadla przy stole a wiosna krzyczy przez okna szpare. potrafimy zakladac zwiazki chemiczne z predkoscia od swiatla wieksza. chaos, taki przyjaciel od rozpaczy

nagie zalozenia

eveline2010

wartosciujemy rzeczy tak najzwyczajniej przeroznie. w koronach pytan usypiamy przed spaniem w tym samym ubrnaniu, w ktorym mysl zapytana glowy zaplodnila otchlan. wstajemy przed switem upewnienia szukajac. bedac mama czy nie mama warci jestesmy tyle samo i grzeszymy nawet podobnie z wykrzyknikiem na sumienia bialej stojce. pozostawiamy slady w zyciu ludzi innych a potem wedlug znakow orientowac sie probujemy. tacy jestesmy wielcy gdy wydaje nam sie, ze mali i tak mali, kiedy zdjemy sie sobie wielcy. odpowiedzi nie ma w naszych podrecznikach, ktore jednak liczbe zaliczen pewna na zycie nam sprzedaly. zawiodlo cos,  a moze zwyczajnie ktos dodac zapomnial ostatni reasumujacy wszystko akapit bez ktorego dzis ulomnie konstruujemy swoj swiat w tak potwornym znoju i biedzie prob

bezimienny lokator

eveline2010

paczka po ciastkach i moje wyśmienite niewygody. spadam wolniej niż meteoryt toteż ryzyko zajścia w płomień odrobię jest mniejsze. jest niewyobrażalnie obco, bo i po co użalać się nad czymś tylko, co być mogło. nakupiliśmy marzeń w przecenie po zbyt obnażonej cenie i musiało do reklamacji dojść. gdzieś wiosna komuś świat zmienia pięknie. tu się tylko pranie robi wstępne długo za długo. nie ma szans na to, by tej roku pory na dwór wywiesić je, by pod słońcem oschło pięknie, kiedy dziś wilgoci pełne jest. marsz będzie co bądź. para kaloszy na deszcz a wieczorem przed północą pojedynczy zdmuchnie świecę wiatr bezimienny lokator

kryzys

eveline2010

zamieniamy sie za chwile w bez glukozy cisze tak ponizajaco gorzka, ze az lzy. butelka zdechlej wiary w milosc wydojona do dna. nastawiam sie na niebyt kiedy cisza, ksiezyc i wieczorna proza.  zatopilam swoje szczescie w kilku dawkach slownych bezzwrotnych. odkazilam dusze i biegam z symptomen pustki po calym mieszkaniu. zniewolila mnie mysl prozy pelna,  ze moge dosiasc do stolu szczescia cudownie zajeta. samej sobie szkodze i uwodze

© ...pisane chyłkiem...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci